Walenty pod obstrzałem

Przełom zimy i wiosny to na ogół czas bury i ponury. Z drugiej strony jednak nasze umysły wprowadzane są wówczas w stan twórczego fermentu. Podejmujemy wtedy bowiem spór o dość już długiej tradycji – co, czy, jak i dlaczego wypada świętować, a czego raczej nie, bo pachnie to „obciachem”?

Znamienne, że – nietypowo dla mnie – swój lutowy felieton piszę dla Państwa jeszcze w styczniu. Czemu? Bo przypomniała mi się scena w któryś tłusty czwartek – usłyszałam wtedy rozmowę, która skłoniła mnie do przemyśleń. Kolega oblizywał się właśnie, konsumując pierwszego tłustoczwartkowego pączka, gdy znajoma zapytała go żartobliwie: – Co, Wielkiego Postu nie obchodzisz, ale tłusty czwartek – tak? Kolega ze śmiechem potwierdził, przytaczając historię o zjedzonych w ubiegłym roku szesnastu pączkach.

A ja pomyślałam zaraz o kolejnym, nadchodzącym święcie, do którego społeczeństwo ma stosunek niejednorodny. Walentynki. Dzień spływający różano-purpurowym kiczem, słodki od czekoladowych serc, lukrowany komercyjną zachętą. A może zupełnie inaczej? Szansa dla nieśmiałych wzdychaczy, dobry pretekst do rozgrzania stygnącej namiętności małżeństw, piękna okazja, by powiedzieć swoim bliskim i serdecznym przyjaciołom: kocham Was! Bo na co dzień nie zawsze lekko przechodzi to przez gardło…

I pewnie każdy z nas ma własną odpowiedź. W jednych środowiskach bukiet czerwonych róż niesiony na ramieniu tego dnia będzie kojarzył się z uleganiem taniemu marketingowi, a dla innych mała ozdobna karteczka z najpiękniejszymi słowami świata będzie nie tylko sygnałem autentycznego uczucia, które ktoś ma dla nas, ale i powodem wielkiego, szczerego wzruszenia.

Miną zaledwie trzy tygodnie i w kalendarzu spotkamy kolejne kontrowersyjne święto: Dzień Kobiet. Przez lata kojarzone z totalnym, żałosnym wynaturzeniem roli kobiety, proponowanym nam przez socjalistycznych możnowładców i zakładowe działy kadr. Teraz najczęściej pretekst do przypominania kobietom o wykonywaniu różnego rodzaju badań profilaktycznych, a więc, choć to pożyteczna idea, też nie do końca radosne budzi skojarzenia. Znów jednak w wielu domach to jeden z nielicznych dni w roku, kiedy facet przychodzi do swojej żony z bukietem. I, jak sądzę, ona naprawdę może się z tego bukietu ucieszyć.

Bo moja opinia jest taka: mamy prawo świętować wszystkie święta. Mamy prawo cieszyć się, że ktoś wymyślił dni, kiedy możemy sobie – sprowokowani lub nie – okazywać pozytywne uczucia. Świętowanie jest fajne. I nawet postawa mojego kolegi, który odrzuca poszczenie, a chętnie akceptuje objadanie się, jakoś mnie nie uwiera. Bo choć sama dam sobie posypać za tydzień głowę popiołem i chętnie nawet wyrzeknę się pewnych drobnych życiowych przyjemności przez najbliższych 40 dni, by potem z większym entuzjazmem huknąć w słoneczną niedzielę: „Alleluja!”, wiem, że jego postawa nie robi nikomu krzywdy.

Póki nasze świętowanie nikogo nie kaleczy, póki nosi w sobie element radosnej niewinności, możemy mu odpuścić nawet lekko komercyjny zapaszek. Jeśli święta są po to, żebyśmy choć trochę robili się od nich święci – ja już dziś z ochotą nadmucham balonik w kształcie serca.

ZK

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s