Patrząc przez pryzmat

Dawno, dawno temu moja babcia miała magiczną kulę… Żartuję, to oczywiście był po prostu kryształowy przycisk do papieru, który dzięki specjalnemu cięciu miał właściwości pryzmatu. I to dzięki nim wydawał mi się czarodziejski. Dziś często za nim tęsknię… a czasem go znajduję.

Nie odziedziczyłam po babci tego niezwykłego przedmiotu, bo po jej śmierci trafił w ręce innego członka rodziny. Ale kiedy teraz o nim myślę, mam wrażenie, że w pewnym stopniu jednak mi go „zapisała w spadku”.

Kiedy sama jestem dorosła i mam w domu moją małą dziewczynkę, czuję, że tym dziedzictwem jest ujawniająca się czasem zdolność spoglądania na pewne rzeczy przez pryzmat… patrzenia inaczej.

Myślę, że mogła mi go przekazać po prostu biologicznie – w genach. Ale także – poprzez sposób, w jaki organizowała mój czas, gdy spędzałam wakacje w jej domu. Babcia była silna i dobra, miała fantazję, nieskończoną wyobraźnię. W pochmurnym dniu zauważała niezwykłe kształty chmur. W brzydkich z pozoru i trudnych ludziach pokazywała ich zalety, wzruszające klejnoty dobrych uczuć. W niełatwych życiowych sytuacjach uczyła być dzielnym, czuć, że „moc w słabości się doskonali”.

Nie zawsze udaje mi się „babciowe patrzenie przez magiczną kulę”. Nie zawsze widzę dobro – choć ono jest na pewno we wszystkim i zawsze. Czasem po prostu własne – prawdziwe czy wyimaginowane – cierpienie przesłania mi tęczę, która dzięki niemu rozlewa się na przedmiotach. A jednak czasem to potrafię – i za to jestem jej nieskończenie wdzięczna.

Czuję wtedy, że najważniejsze, bym przypominała sobie przedwojenny przycisk, gdy uprzytamniam sobie, że za długo patrzyłam tylko na koniec własnego nosa. A na nim nie było tęczy.

Odblokowana deszczem czyichś łez struktura starego pryzmatu pozwala zobaczyć wszystko inaczej. Zobaczyć czerwone jako błękitne. Cierpienie własne jako wyolbrzymione, a kogoś innego – jako ważne i potrzebujące oświetlenia ciepłym światłem. Takie światło dają: tęcza dobrych uczuć, kryształ widzenia rzeczy i spraw prawdziwymi i dążącymi ku szczęśliwemu finałowi, magia ogrzewania dłońmi czyjegoś zmęczonego serca.

I choć życie nie jest bajką, a nikt z nas czarodziejem ani wróżką, tak często spojrzenie na sprawę przez babciną magiczną kulę może być początkiem nowej historii. W której większość burz wieńczy tęcza, a finał jest najpiękniejszą baśnią świata.

ZK

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s