Wewnętrzny full-wypas efektem postu

Post kojarzy mi się z odmawianiem sobie krwistego befsztyka dopiero w drugim odruchu. Bo w pierwszym myślę, że czeka mnie teraz kilka tygodni autowglądu. I, że – choć to może nie bardzo postne myślenie – jego efektem, może być, gdy wiosna rozkwitnie, wewnętrzny full-wypas.

Okresy, gdy mamy więcej czasu na uważne przyglądanie się sobie, zazwyczaj wspominamy jako niezmiernie płodne. Doceniają moje słowa na pewno Panie, które spędziły długie tygodnie w tzw. „leżącej ciąży” i te, które podczas urlopu macierzyńskiego ręce miały zajęte pieluszkami i przecieraną marchwią, ale, gdy bobas smacznie spał, głowę otwartą na autorefleksję. Czas to bywa (nie tylko dosłownie) płodny przede wszystkim dlatego, że mamy sporo godzin niezapełnionych troską o wzrost PKB. Ale jest to również okres, gdy całe życie wywraca się do góry nogami i pewne rzeczy przewartościowujemy zupełnie automatycznie.

Ale to nie jest felieton feministyczny. Dlatego myślę, że kwestię wartości okresu sam na sam z lustrem duszy znają też Panowie – np. ci, u których rozpoznano poważniejsze schorzenie, mieli wypadek czy złamali nogę. Wszystkie te medyczne rozpoznania procentują na ogół czasem, gdy do biura dostać się trudno. I nawet, gdy heroicznie usiłujemy po kilka godzin dziennie pracować z laptopem zainstalowanym na ciele, szybko nam zwykła, entuzjastyczna troska o sukces firmy słabnie. Dlaczego?

Ci, którzy opisanych sytuacji doświadczyli w życiu, na pewno świetnie rozumieją. Ja doświadczyłam ich obu – leżącej ciąży (choć to było tak dawno, że prawie nieprawda) i złamania nogi tak skutecznego, że niemal uniemożliwiło mi kontakt z internetem i światem… jak sądziłam na początku.

Bo potem… doceniłam, że mam w zamian: wolniejszy oddech, miłość do słonecznych poranków, wrażliwość na nieznane dotąd szmery w mieszkaniu, czas na obserwację igraszek moich kotów… A także coś, czego przecenić po prostu nie można. Kontakt ze światem, na którego umeblowanie powielekroć nie zwracałam należytej uwagi. Z powodu pędu – sztandarowej bolączki naszych czasów. Ten świat to po prostu ja – w środku.

Czas na uważny kontakt ze sobą, przemeblowania i duchowe wiosenne porządki to najlepsze, czego wszystkim Czytelnikom mogę dzisiaj życzyć. Nie myślcie, że życzę Wam złamań i wypadków. Jednak uważam, że pełna determinacji potrzeba zostania sam na sam z myślami, uczuciami, wartościami i planem na życie jest najlepszym projektem na najbliższe tygodnie. Urlop – jeśli to możliwe – samotny i niewielkomiejski. Lecz brak urlopu nie musi uniemożliwiać takiego odblokowania na potrzeby psyche. Wędrówka w Krainę Czarów naszego „ja” może się okazać fascynująca. Zwłaszcza, gdy jak Alicja, będziemy otwarci na zdziwienie i zachwyt. Ale i na obrzydzenie nieporządkiem, brudami, brzydotą designerską niektórych rejonów w tej krainie. A co za tym idzie, mieli wielką ochotę na porządki i nowe projekty.

Jak mówi bohater jednego z moich ulubionych, polskich filmów gangsterskich: „trzeba sobie odpowiedzieć na jedno (…) ważne pytanie: co chcę robić w życiu?”. I podpowiada: „A potem po prostu to robić!”. Brzmi to upiornie banalnie. Ale ja uparcie namawiam do postnego autoredesingu. I odpowiedzenia sobie na to dziecinnie proste pytanie. Jeśli do zadania przyłożymy się uczciwie, efektem będzie wiosenny full-wypas, pewnie już w kwietniu lub maju. W naszej Wewnętrznej Krainie Czarów.

ZK

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s