Postanowienia i faworki

Początek roku to niebywała perspektywa… wszystkiego. Z początkiem roku przyjmuje się różne brzydkie rzeczy kończyć, a piękne zaczynać. Gdy nie od razu wszystko idzie dobrze, na osłodę mamy karnawałowe tańce i frykasy. A jeśli chcemy spoważnieć, sięgamy po refleksję, że świętujemy karnawał, by teraz znowu pościć… Więc po co ta sinusoidalna fala roku wciąż wznosi się i opada, a potem znów kończy, by zaczynać za rok?

Rozbieg mamy fajny. Już o północy, na początku dokładnie Nowego Roku, życzymy sobie szampańsko i całuśnie, by wszystko nam dobrze poszło. By udało się zerwać z: nałogiem, ubóstwem, czarnowidztwem, toksyczną narzeczoną, zbyt „swobodnymi” o dwa rozmiary spodniami, lenistwem w nauce hiszpańskich słówek… Żeby udało nam się w najbliższych miesiącach: nauczyć gry w golfa; pojechać do Argentyny; robić szybkie postępy we włoskim; poznać wspaniałego mężczyznę; podjąć decyzję o dziecku (pierwszym, drugim, trzecim…); wygrać na loterii; zwiedzić Museo Nacional del Prado; sprawdzić, jak smakują przegrzebki…

Nie zawsze zachowujemy dyscyplinę. Ostatni, sylwestrowy kieliszek okazuje się przedostatnim. Na wyjazd do Hiszpanii ciągle brakuje kilku tysięcy. Narzeczona może i toksyczna, ale taka piękna… Więc jakoś tam chcemy, żeby było lepiej, ale coś w naszej leniwej naturze mówi, że niektóre swoje przyzwyczajenia, nawet niezdrowe i niemądre, bardzo lubimy. Że nowe, świetlane plany i twarde przysięgi damy radę, na sto procent… Ale jak się cieplej zrobi. Bo biegać dla mniejszego rozmiaru spodni przecież lepiej na wiosnę. Bo włoskie słówka lepiej wchodzą do głowy, gdy mai się maj. Albo chociaż kwieci kwiecień…

Więc nie zamartwiamy się (na szczęście!), bo oto dzwonili, że kroi się karnawałowe wyjście. Taniec jest bajeczny, drinki słodkie. Dziewczyny piękne, a faceci mają bystre wejrzenia i barwne krawaty! W dodatku Marzenka jest mistrzynią świata pączka domowego! Zaś jej starsza siostra, Ania, robi faworki lepsze niż Blikle… Więc zatracamy się w karnawale! W byciu dla siebie dobrym i wybaczającym. Wyrozumiałym. Patrzymy w lustro z pobłażaniem, nie przyganą. I to bywa zdrowe.

Bo dopiero co wróciliśmy wieczorem ciężcy od słodyczy lukrowanych pączków w Tłusty Czwartek. Za nami ostatnie szaleństwa ostatkowe. I kiedy posypywali nam (lub choćby myśleliśmy o tym) czoła popiołem, czuliśmy, że wchodzimy w stan skupienia bardziej przypominający drewno postnych kołatek niż bąbelki szampana.

Bo przecież każdy jakoś bardziej lub mniej pości… Albo – jeśli nie – zastanawia się chociaż, po co inni to robią? Po co, tańczymy, jemy, pijemy, a potem znów pościmy i wzbraniamy się, chudniemy? Po co pozwala nam się postanowić dobre, zerwać ze złem, potem może o tym zapomnieć, żeby znów popielcowo do wewnętrznej dyscypliny wracać? Czemu, gdyby przyszło nam rysować nasze życie w przełożeniu na roczny kalendarz w formie wykresu, mielibyśmy pewnie wrażenie, że musimy wykreślić sinusoidę?

Moja odpowiedź nie może tu być jednoznaczna. Przecież każdy ma swoją własną! Lub przynajmniej wciąż jej szuka. Moja w tym roku chyba jest taka: bo są takie dni, kiedy uprzytamniamy sobie szczególnie dobitnie, że wszystko jest po coś. Że nasze wzloty i upadki nie są jałowe, że wojna postu z karnawałem, którą toczy nasze serce, jest pozorna. Bo dając się łagodnie prowadzić przez kolejne miesiące – śnieżne i taneczne, wietrzne i postne, kwietne i świąteczne – tak naprawdę wcale nie walczymy. Po prostu wędrujemy.

ZK

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s