Odpowiedniejsze rzeczy dać słowo

Większość z Państwa pracuje w działach, które mają komunikację w nazwie, a już na pewno w zakresie codziennych obowiązków. Jesteśmy fachowcami w tej dziedzinie! Czy zawsze?

Z pewnością większość z nas świetnie komunikuje się w ramach swoich obowiązków zawodowych. Nasze studia i szkolenia dały ku temu solidną wiedzę, a praktyczne doświadczenia ubogaciły o wiele własnych odkryć, które z powodzeniem stosujemy w na co dzień. I o to chodzi! Ale biuro w końcu się opuszcza. Jest popołudnie, a dla niektórych może tylko krótka część wieczoru. Są weekendy, urlopy, wyjazdy integracyjne. A tam? Ludzie, z którymi łączą nas więzi nie tylko formalne, ale i te tak naprawdę trudniejsze: emocjonalne.

Mam znajomą, która pracuje jako psychoterapeuta. Ostatnio trochę się smuciła, że trudno jej zrozumieć dorastającą coraz szybciej córkę, a dogadanie się z mężem czasem graniczy z niewykonalnym. – Jak to? – zdziwiłam się.
– Przecież jesteś fachowcem od rozwiązania takich problemów… Czy nie możesz wykorzystać tej wiedzy teraz?

– To nie takie proste – odpowiedziała. – To jest moja rodzina. A tutaj czasem rozum śpi, a uczucia szaleją… Przysłowie „Lekarzu lecz się sam” aż nazbyt często wypowiadane jest w takich sytuacjach z ironią.

Mnie nie chodziło o ironię. Podziwiałam zawsze ludzi, którzy wiedzą o motywacjach pozostałych ciut więcej od reszty śmiertelników. Wydawało mi się, że także w zwykły piątek czy poniedziałek, gdy rozmawiają z synem, mamą czy przyjaciółką, wykorzystują tę wiedzę w praktyce. I przez to jest im łatwiej.

Tymczasem okazuje się, że najczęściej pies pogrzebany jest pod drzewem emocjonalności relacji z bliskimi. Gdy kogoś nie tylko podziwiamy czy krytykujemy na gruncie układów zawodowych, ale przychodzi nam wchodzić z nim w relacje czerpiące z najbardziej podstawowej bazy ludzkich uczuć, wszystko zaczyna być bardziej skomplikowane.

I wtedy często zdajemy sobie sprawę, jak ważne w tych układach jest słowo. Czasami najpierw to mniej odpowiednie, które wypowiedzieliśmy za szybko; ze zmęczenia, stresu, wzruszenia, rozbawienia, beztroski, albo strachu, niepokoju, nadmiernej ciekawości. Potem tych słów nagle musi pojawić się dużo. Ponieważ w swoim komunikacyjnym pośpiechu doprowadziliśmy do konfliktu, nieporozumienia, dąsów, przykrości i… naszego wstydu. Próbujemy leczyć, łatać. Zaczynamy szukać słowa odpowiedniejszego.

I wtedy to już wcale nie musi ich być dużo. Czasem nawet wystarcza jedno. Znamy kilka przykładów, prawda? Dziękuję. Że jesteś, że wybaczyłeś, zapomniałaś. Przepraszam. Że byłam za szybka, że byłem nieuważny, byłam gruboskórna. Zależy mi na Tobie. Bo jesteś wspaniała, bo jesteś dobry, bo jesteś moim dzieckiem, bo jesteś moim bratem. Mi też jest przykro. Bo nie chciałam zrobić ci krzywdy, bo nie chciałem cię doprowadzić do płaczu.

Dajmy rzeczy odpowiedniejsze słowo. Od razu. Wtedy będziemy specjalistami od komunikacji zawsze.

ZK

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s