Emigracja czy kurs stoicyzmu?

Przed tego rodzaju dylematem musimy, mieszkając w Warszawie, stawać niemal codziennie. Wolę pisywać o rzeczach godnych pochwały, dzielić się pomysłami na wzbogacenie życia. Tego jednak, co mnie ostatnio spotkało, po prostu nie mogę zostawić bez komentarza.

Interesuje mnie biuro do wynajęcia. W dzisiejszych czasach to żaden problem – wrzucam w Google’a lokalizację, hasło wynajem – i już. Już tylko telefon do agenta nieruchomości i jutro obejrzę interesujące mnie wnętrze. Hola, hola! Nie tak łatwo.

Dzwonię pod numer z internetu. Nie, to nie ten Pan. Pod drugi numer – pudło. Pod trzeci – bingo, to Pan Iksiński. Pytam o lokalizację obiektu. – Nie mogę Pani podać adresu! – A czemu to niby? – Bo może Pani dojść do porozumienia z właścicielem bez naszego pośrednictwa. O rany, to chyba tylko w tym kraju możliwe? Czy więc agent będzie mnie wiózł na miejsce z chustką obwiązaną wokół głowy i stoperami w uszach? No, nie, nie aż tak.

Agent po prostu umawia mnie ze swoją koleżanką Basią Igrekowską na rogu dwóch ulic. Zapewne blisko interesującej posesji. Jak w westernie – w samo południe.

Słoneczne piątkowe południe. Za chwilę będę na miejscu, ale z lekkim „poślizgiem”, więc dzwonię, by poinformować panią Basię, że się spóźnię. Upsss… Pani Basia w panice. Kolega nie przekazał jej, że ma się ze mną spotkać. Wczoraj wróciła ze swych stron rodzinnych, teraz jest na Starym Mieście, nie wie o jaką posesję chodzi. Jednak przeprasza mnie – prawie szczerze – i obiecuje zadzwonić do kolegi, dowiedzieć się o adres i oddzwonić.

Oddzwania. Przykro jej, ale kolega jest właśnie na egzaminie poprawkowym i nie odbiera komórki. Sama Pani Basia pojęcia nie ma, co miała mi pokazać. – Proszę Pani, a ile ten dom ma kondygnacji? – pyta mnie. A skąd ja to mam wiedzieć? – odpowiadam.

Rezygnuję z oglądania bliżej nieokreślonej nieruchomości o nieznanej liczbie kondygnacji. Wracam. Po 15 minutach dzwoni Pani Igrekowska. Dzwoniła do biura i ma świetną wiadomość: posesja jest przy ul. Kowalskiego. Ile? A nie, tego już Panie z biura nie wiedzą, niestety. Rzut oka na plan miasta – ta ulica to jakieś 50 numerów domów. Czy powinnam tam wrócić i jak akwizytor lub cygański sprzedawca dywanów chodzić od drzwi do drzwi, uprzejmie pytając „Czy ma Pan lokal do wynajęcia?”

Co ja mam teraz zrobić? Jestem zdruzgotana – jako przeciwniczka emigracji. Więc chyba muszę teraz wrzucić w Google’a „kurs stoicyzmu od zaraz”…

ZK

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s