Z perspektywy pożywki bakterii

W domu nazywają mnie „żelazną Mary”. Na to przezwisko zasłużyłam sobie tym, że właściwie nigdy nie dopadają mnie przeziębienia. A jeśli nawet coś mnie weźmie, mija, jak ręką odjął, po dwóch dniach. I oto nagle musiałam spojrzeć na świat z perspektywy pożywki dla bakterii…

Obserwując częste zimowe infekcje innych domowników, dopuściłam się sporej przewiny: zdarzało mi się im trochę zazdrościć. Leżą sobie oto pod kocykiem, domownicy chodzą na palcach, ściszają radio, przynoszą im termometr, gorącą herbatę z cytryną, dopytują o możliwości zapewnienia godziwych rozrywek. Do dziecka to nawet babcia przyjeżdża i rozpuszcza, ile wlezie… Takim to dobrze!

A ja? Zawsze zdrowa i w miarę sprawna, wszelkie katary wypędzam z organizmu za pomocą prostego leku bez recepty. Nie dane mi zaznać troskliwości bliźnich, przywileju czytania świeżej prasy pod ciepłym kocykiem, absolutnie bez wyrzutów sumienia… Oj, biedactwo.

No, i stało się. Ból gardła i głowy, nos jak bulgoczący samowar, kreska rtęci dobiega 38. O wyjściu do pracy nie ma mowy. Lekarz orzeka: ciężka infekcja górnych dróg oddechowych, ropne zapalenie migdałków. Antybiotyk, leżeć co najmniej 5 dni. „Cudownie!” – myślę zupełnie nie na miejscu. Na ostatnim tchnieniu energii z apteki biegnę jeszcze po gazety.

I nie mogę ich czytać. Nie mogę też robić szalika na drutach, zaczętego niedawno, choć wydawałoby się, że to idealne zajęcie na czas choroby. Jedyne rozrywki to słuchanie radia w półśnie i oglądanie telewizji, w której, jak wiadomo, trudno znaleźć coś ciekawego. Najgorsza dolegliwość? Na nic nie mam siły. Nie wiem, czy to kwestia antybiotyku, który łykam, czy może samej choroby – leżę jak bezwolny kawałek drewna.

Trzeciego dnia tego marazmu nachodzi mnie refleksja: „I było tu czego zazdrościć?”. Nie było, oj, nie było. To niesamowite, jak zmienia się optyka widzenia świata z perspektywy leżącej na płask pożywki bakterii. To, że domownicy są dla mnie troskliwi, przynoszą napoje i wykazują cierpliwość dla mojej skrajnie aspołecznej postawy, w ogóle mnie nie bawi. Uwierzycie? Tęsknię za moim biurkiem w pracy pryz magazynach custom publishing. Za chwilą, gdy odzyskam siły na tyle, by leżenie nie wydawało mi się jedyną możliwą dla mojego organizmu pozycją ciała.

I oto dziś znowu siedzę dzielnie tutaj, gdzie powinnam. Przy komputerze, wśród wydruków, korekt, planów wydawniczych agencji custom publishing.

ZK

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s