Kiedy „3 w 1” nie smakuje

Trwa już czas kwitnienia wszystkiego, co zielone. Ten czas często prowokuje nas do skierowania swoich kroków ku centrom ogrodniczym, marketom budowlanym i sklepom z dekoracjami wnętrz. Dzisiaj mamy już takie sklepy w formie „3 w 1”, gdzie jeden to budowanie, dwa to urządzanie wnętrza, a trzy to ogród. Wydawałoby się, że trzeba już tylko zamieszać i pić z przyjemnością oraz ze smakiem. Niestety smak dla mnie okazał się nieco zaprawiony goryczą.

Przygoda pierwsza spotkała mnie, gdy wiedziona chęcią dopełnienia wyremontowanego wnętrza, wylądowałam w dziale z oświetleniem renomowanego supermarketu „3 w 1”. Oczywiście nazywa się on trochę inaczej… Wybrałam fajną lampkę, oceniłam ją jako idealną do oświetlenia fotela do czytania. Wszystko było okay, potrzebna była tylko żarówka. Odnalezienie pracownika działu elektrycznego zajęło kilka chwil. Pracownik zapewnił mnie, że żarówka „chyba będzie dobra”. Diabeł jakiś podkusił mnie do zadania pytania, ile czasu mogę cieszyć się jej światłem. „Ile ona będzie świecić?” – zapytałam po prostu. Pytanie to wywołało konsternację specjalisty. Po dłuższym namyśle odpowiedział: „No, może parę godzin…”. Nie, nie jest to anegdota z gazety. Przeżyłam to naprawdę.

Druga przygoda zdarzyła się w tym samym markecie typu „3 w 1”. Tym razem kupowałam doniczkę. Płacąc za nią przy kasie, zapytałam naiwnie, czy dostanę kawałek papieru, żeby się nie potłukła po drodze. „Przy kasach głównych” – warknęła na mnie kasjerka. Niewzruszona, wykazałam zdziwienie: „Przecież w tym dziale kupuję, w tym płacę i w tym chcę zapakować”. „To sprawa pracownika działu.” Jak to? Czy kasjerka działu „Ogród” nie jest jego pracownikiem??? Otóż nie, a generalnie w tym sklepie wszyscy mają klientów… w głębokim poważaniu. Nie doszłabym do takich wniosków, myśląc, że przypadkiem trafiłam na dwie niekompetentne osoby, gdyby nie przygoda trzecia.

Ten sam sklep. Ten sam dział. Potrzebuję dwóch paczuszek z nasionami stokrotek. Widzę miłą dziewczynę rozkładającą nasiona na wieszaczkach. Wyłuszczam jej, o co mi chodzi. Panika. Pytam, czy nasiona są ułożone alfabetycznie według nazw. „Nie, nie wiem, kto je tak poukładał”. Szukamy razem. Po 10 sekundach słyszę wypowiedziane z ulgą i radością: „Nie, nie ma.” Mój wzrok pada poniżej jej prawej ręki. Stokrotki – jak żywe. „A to?” – pytam. „AAA!!! Są!” Ale ja potrzebuję jeszcze jednej paczki. „Nie ma” – upiera się dziewczyna. Spoglądam na prawo od jej – podniesionej teraz na wprost – ręki. Są. Cały rząd. „A te?” – pytam. „AAA!!!”. „Do widzenia” – mówię jeszcze, choć wiem, że nie chcę jej już zobaczyć.

Co więcej, nie chcę już znaleźć się w tym sklepie. Nie chcę, bo wiem, że ma niefachowych, nie zawsze uprzejmych pracowników i że jakość obsługi klienta jest tam dopiero w powijakach. I że nikomu nie zależy na tym, bym znów tam przyszła. Dlaczego? Wychodząc, spoglądam na startujący samolot. Może i mi czas już odlecieć? Tylko, kto wtedy będzie walczył, żeby i tu kiedyś było „3 w 1”? Normalnie, miło i profesjonalnie.

Zofia Kościelna

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s