Artysta miał rację

Miałam okazję poznać ostatnio pewnego rzeźbiarza, który należy do tego rodzaju ludzi, o których zwykliśmy mawiać „ciekawy człowiek”. Wynika to nie tylko z wykonywanej profesji, ale również ze zdecydowanych, choć niekoniecznie ogólnie przyjętych jego poglądów na wiele tematów. Rozmawialiśmy trochę o gustach plastycznych, a trochę o czymś, co dotyczy nas wszystkich – stereotypach. Artysta twardo trwał przy opinii, że należy z nimi walczyć. Ja, przyjmując, może trochę na wyrost, postawę osoby nieco już życiem zmęczonej, twierdziłam, że to bezsensowna walka z wiatrakami.

Codzienna praktyka szybko jednak zweryfikowała moje poglądy. Mając bowiem cały czas w uszach naszą dyskusję, która pozostawiła jednak we mnie pewien niepokój, zaczęłam odnosić poruszoną kwestię do materii, z którą „walczę” zawodowo. Moją „materią rzeźbiarską” jest język polski. Język, który ku mojemu niesłabnącemu przerażeniu, z dnia na dzień ubożeje, robi się coraz bardziej schematyczny i przesiąknięty, a może wręcz przeżarty, obcymi wpływami. Język, którego w wydaniu zasłyszanych w komunikacji miejskiej nastolatków, po prostu nie rozumiem do końca. Te wszystkie „spoko” i „w porzo”, „pozdro”, w rytm psychodelicznej „muzy” ogarniające nas „schizy”. Tandeta i bylejakość językowa lejąca się z mediów elektronicznych, królująca na stronach gazetowych. A jednak nie o walkę z rodakami o czystość języka mi w tej chwili idzie. Ani ja, ani znane polonistyczne tuzy, jej nie wygramy, bo język, podobnie jak inne dziedziny życia, podlega ciągłym przemianom i ewolucji związanej ze zmianami kultury.

Chodzi mi o jeden, prześladujący mnie wciąż, a paskudny stereotyp językowo-stylistyczny, z którym mam do czynienia niemal codziennie. Maniera ta polega na rozpoczynaniu przez autorów relacji z firmowych wydarzeń od słów: 25 sierpnia bieżącego roku… Tu oczywiście następuje nazwa imprezy, akcji lub czegoś równie ważnego.

Jeśli firmowe wydarzenie jest naprawdę ważne, jego data naprawdę może pojawić się w leadzie po jego nazwie. Natomiast „bieżący rok” lub jego wersja skrócona („br.”) to upiór rodem z pereelowskiej sprawozdawczości zakładowej i już czas wbić mu osinowy kołek na zawsze w pysk i więcej go nie wypuszczać. Jeśli wątpliwości, o który rok chodzi są naprawdę poważne, można napisać „tego roku”. Jednak w 95 proc. przypadków aktualność opisywanych wydarzeń jest oczywista i nie ma potrzeby jej dookreślać. Naprawdę.

Ten prosty zabieg stylistyczny sprawi, że praca redaktorów-policjantów-poprawiaczy będzie o niebo ciekawsza. Redakcja będzie przebiegać szybciej, co wpłynie znacząco na tempo cyklu wydawniczego. Wszyscy będą w lepszych nastrojach – autorzy tekstów, bo ich umiejętności dziennikarskie się poprawią i redaktorzy – bo ich praca trochę mniej przypominać będzie orkę na ugorze.

Dlatego myśląc znów o sympatycznym rzeźbiarzu, chciałabym głośno, bijąc się w pierś, powiedzieć: „Przepraszam. Miał Pan rację. Ze stereotypami walczyć należy i nie jest to bezsensowne. Nawet, jeśli zdarza nam się czasem tak pomyśleć.”

Zofia Kościelna

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s