Samotność w tłumie

Nie ma chyba na świecie człowieka, który chociaż raz nie doświadczyłby uczucia samotności. Raz przychodzi nam ono ze świadomego wyboru, a raz osacza niczym wirus. Jak to jest z tą samotnością, że choć z pozoru jest negatywna, to tyle osób jej pragnie, a znów inni pędzą do rozmaitych lekarzy, by się z niej wyleczyć. Na czym właściwie polega bycie samotnym?

Nieraz, wertując kanał po kanale w niedzielne popołudnie przed telewizorem napatoczyliśmy się na film drogi. Zwykle melancholijne, szerokie kadry sączą nam powoli historie o poszukiwaniu własnego ja. Bohater romantyczny odrzuca otaczający go świat i udaje się w głąb siebie. Najczęściej zostawia wszelkie materialne dobra, przyjaciół i rodzinę, nawet pracę i niczym średniowieczny asceta rusza w daleka wędrówkę (ciekawe, wszyscy zakładają, że tylko dalekie podróże mogą nas zmienić, nie wystarczy pojechać samemu na Mazury, to musi być raczej dzika Alaska albo Piaski pustyni, coś naprawdę robiącego wrażenie). Obserwując przygody naszego bohatera, zazdrościmy mu odwagi i kibicujemy, aby znalazł to, czego szuka. Po takim seansie od razu zakwita w naszych głowach ta sama myśl i na chwilę, pod wpływem patosu filmu i my mamy ochotę rzucić wszystko i mieszkać w amazońskim szałasie. Taka samotność nam imponuje. Dzieje się tak, ponieważ płynie ona z naszego wyboru, my mamy władze nad sytuacją i możemy ją kontrolować. Tak samo się dzieje, kiedy przebywamy ciągle ze swoimi znajomymi, rodziną czy innymi ludźmi w bliskim otoczeniu. Choć bardzo się lubimy, w końcu mamy dość gadania, oglądania ich twarzy i marzymy, aby posiedzieć samotnie w pokoju, gdzie nikt nam nie przeszkadza i od nikogo nie jesteśmy zależni. Taka samotność jest naturalna i pozytywna, ale znów, tylko dlatego, że zależy od nas.

Ostatnio znalazłam się w prestiżowym środowisku redakcji dużego dziennika, gdzie zaczęłam odbywać praktyki. Jak to dziś bywa, wylądowałam tam po znajomości. Wszystko zapowiadało się świetnie, miałam się tutaj uczyć i zdobywać nowe doświadczenia. Co do tego drugiego – z pewnością dużo zaobserwowałam. Rzeczywistość jednak okazała się zupełnie inna. Najwyraźniej ktoś przydzielił mnie do danego działu, bo ktoś inny mu kazał to zrobić i w efekcie stałam się niejako kulą u nogi mojej przełożonej. Nie oczekiwałam wielkiej atencji, jednak po prostu chciałam się czuć potrzebna i naprawdę móc komuś przydać. Nie zostałam nikomu przedstawiona ani nikt nie przedstawił się też mi, choć sprytnie wychwytując z rozmów imiona połączyłam nazwiska z twarzami.

Wydawać by się mogło, że kiedy nie masz nic do zrobienia, jest się zadowolonym i wypoczętym. Nic bardziej mylnego. Kilka dni, które tam spędziłam, były najbardziej męczącymi w mojej karierze. Kiedy w około Ciebie są ludzie 20 lat starsi, ciężko wyjść z inicjatywą i przełamać lody, zagadując „co u Ciebie”. Przykuta do biurka, przy którym nie było absolutnie nic do zrobienia, wśród tylu ludzi, którzy otaczali mnie z każdej strony mojego boksu, nigdy nie czułam się bardziej samotna. I oto sedno problemu. Jak to w ogóle możliwe, żeby się czuć samotnym, kiedy otaczają nas inni ludzie? Rozumiem na Saharze, gdzie jedynym towarzyszem jest wielbłąd, wtedy rzeczywiście możemy poczuć samotność, ale nie w szklanym biurowcu, pełnym cywilizacji, identyfikatorów i żywych ludzi. Paradoks, w którym się znalazłam, polegał na tym, że zupełnie nie wiedziałam jak miałabym zacząć rozmowę, zwłaszcza że wszyscy w ciszy i skupieniu stukają w klawiatury oraz na tym, że byłam jak pod peleryną niewidka, całkowicie niewidzialna i nikomu nie potrzebna. A chciałam być. Czułam się jak najsamotniejszy człowiek na ziemi.

To właśnie samotność, absurdalna i toksyczna, która męczy nie tyle ciało, co duszę. Taka samotność jest wyniszczająca, bo wcale nie chcemy być sami w danym momencie, a nie jesteśmy w stanie zapanować nad sytuacją i w jakikolwiek sposób się jej przeciwstawić. Znajdujemy się wtedy w niewidzialnym potrzasku, krzycząc w głowie, aby tylko ktoś wyciągnął do nas przyjazna dłoń.

To nie jest tekst antidotum, w którym będą porady, jak sobie radzić z samotnością. To tylko zwykła refleksja, że to uczucie może mieć tak różne oblicza. Może być ulga i utrapieniem. Wszystko zależy od tego, czy to my kierujemy uczuciem, czy ono nami. A wszystko to rozgrywa się w naszym umyśle i osoba siedząca obok nie ma pojęcia jak się teraz czujemy. A przecież wystarczyłoby tak niewiele.

Sara Leszczyńska

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s