597.

To liczba moich znajomych na Facebooku. Każdy ma swoją. Każdy na swój sposób definiuje, jakie jest kryterium przyjęcia nowego członka do naszej grupy internetowych profili – przyjaciół. Ostatnie zdarzenia w moim życiu nakłoniły mnie do refleksji, jak to rzeczywiście jest z tymi przyjaciółmi w dzisiejszym świecie. Kim są? Kim my dla nich jesteśmy? A może przez chwilę zastanówmy się, co w ogóle znaczy „przyjaźń” w XXI w.

Ciężko dziś wyzbyć się hipokryzji – z jednej strony mamy jakieś szlachetne ideały postępowania w głowie, z drugiej staramy się dopasować i jakoś nauczyć żyć w zmieniającym się środowisku.

Czy przeciętny człowiek żyjący w obecnych czasach ma w swoim wnętrzu jeszcze twór dawniej zwany „sumieniem”? Rzadko się chyba go spotyka, choć nie chcę przez to powiedzieć, że jesteśmy całkiem zepsuci. Sumienie po prostu odeszło gdzieś w zakamarki naszej głowy, skutecznie przez wszystkie lata naszego życia miażdżone w myśl stania się „twardym człowiekiem”. O ile radzenie sobie z przeciwnościami losu w stoicki sposób jest wciąż w większości chwalone, o tyle droga, która nas do tego prowadzi, w pewnym momencie stoczyła nas na manowce. Sumienie więc pokryło się kurzem technologii, cywilizacji, globalizacji i nowych możliwości. Tak łatwo da się to zauważyć, choć na co dzień zupełnie tego nie dostrzegamy. „Umówiłem się do lekarza na 19, ale zaraz leci mój ulubiony film. Ach, no trudno, nie chce mi się zadzwonić i odwołać wizyty, przecież i tak nie ma konsekwencji, jeśli nie przyjdę.” To przykład opisujący nasze dzisiejsze niechlujstwo w kontaktach międzyludzkich. Co uważamy obecnie za konsekwencję w kontakcie z innymi? Czy konsekwencją staje się już tylko kwestia pieniędzy? Tylko materialna strata, widziana w liczbach jest dla nas ciosem? Koleżanka i tak nam wybaczy spóźnienie, nie ma co się martwić.

Bezczelność stała się chlebem powszednim, gdyż i tak jej skutki są nikłe. Maniery, dobre wychowanie, pojęcia, które powoli odchodzą do muzealnych gablot. Na więcej sobie pozwalamy, bo i więcej jesteśmy w stanie zaakceptować, a granice ludzkich konwenansów są na skraju przepaści. Epoka, w której żyjemy jest jedną z tych ciemnych i mrocznych, nazywana konsumpcjonizmem, stacza wartości do pieniądza, a także bada jak daleko mogą przesuwać się wszystkie granice na płaszczyźnie naszego życia.

Popatrzmy na sztukę. Współcześni artyści wiecznie wystawiają nas na próbę odpowiedzenia sobie na pytanie, czy to, co widzę, to nadal sztuka? W pewnym momencie granice zostaną przekroczone tak daleko, że znów odbijemy się na sinusoidzie i wrócimy do starych wzorców, lecz jak pokazuje nam historia świata, nie będzie to ani jutro, ani za sto lat.

Swoisty upadek moralności w dzisiejszych czasach wprowadza pełną gamę niejasności, choćby w doborze przyjaciół w dobie internetu. Czy osoba, którą nazywamy przyjacielem to ta, z którą na Facebooku mamy najwięcej zdjęć? A może ta, z którą najczęściej rozmawiamy na chacie? Jakie kryteria przyjąć, kiedy świat mediów społecznościowych leży dla nas tuż obok szczoteczki do zębów?

Przyjaźń w znacznym stopniu przekształciła swoje charakterystyczne cechy na przestrzeni lat. Zmieniają się wyznawane przez nas wartości, priorytety, tak więc i kontakty międzyludzkie ulegają deformacji. Niegdyś wielce liczył się honor – dziś, zszedł z piedestału pożądanej cechy przyjaciela. Kiedy ktoś weźmie za nas winę na siebie, ileż to razy nawet tego nie zauważymy i po prostu przyjmiemy to za zwykły gest, a nawet niekiedy stwierdzimy, że było to jedyne słuszne wyjście z sytuacji. Za to, kiedy w piątkowy wieczór nikt nie będzie ze znajomych chętny na wyjście do klubu, a nagle napisze Hanka, że pójdzie z przyjemnością, od razu wejdzie na podium hierarchii przyjaźni. Realia się jednak odmienią, gdy okaże się, że kiedy w Twoje urodziny zaprosisz wszystkich „przyjaciół” i nawet Hanka odmówi, aby spędzić z Tobą ten wyjątkowy dzień. Kiedy zostaniesz sam. Powiedzenie „prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie” wciąż jest aktualne. Może więc kryteria pozyskiwania przyjaciół, mimo że ubarwione są technologią i pędem współczesnego życia, w swoich korzeniach pozostają takie same? Liczba 597 bez osoby, która będzie wspierać Cię, gdy pomimo starań ugotujesz niesmaczną kolację, czy też będzie otwierać z Tobą szampana, kiedy w końcu uda Ci się znaleźć mieszkanie na wynajem za przyzwoite pieniądze – to wciąż tylko liczba.

Sara Leszczyńska

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s