Chwasty, stringi i meetingi zamiast rodzimego języka

Jak mawiał Mikołaj Rej „Polacy nie gęsi, iż swój język mają”. Coraz częściej jednak słyszymy jak słowa z podwórkowej gwary zaśmiecają nasz rodowy język, jak wypierają styl i szyk, który towarzyszy poprawnej i gładkiej mowie, jak niszczą piękno rodzimego języka.

Twory typu „siema”, „nara”, „wporzo”, „pozdro” już dawno powychodziły poza podwórkowy mur, wdarły się do internetu, domów, miejsc pracy. Pojawiło się niebezpieczne przyzwolenie na takie niedbałe wysławianie się. A przecież sposób mówienia ma ogromne znaczenie emocjonalne.

Nie wydaje mi się, żeby „siema” naprawdę płynęło z serca, a „wporzo” wyrażało jakąś głębię, która ma określić nasze samopoczucie. A czy „zajefajnie” to naprawdę stan umysłu? I naprawdę świadczy o tym, że coś jest fascynujące? I do tego jeszcze „fantastik” i „zarąbioza”…

Nie przeszkadzają mi luźne słowa, wplatane w język ojczysty, jednak warto zachować umiar. Poza podwórkową gwarą idą pod rękę żargon korporacyjny i makaronizmy, co współtworzy ten jarmark językowy. Wszystko jest dzisiaj „cool”, albo „spoko”, wszędzie są dzisiaj „sale”, „notebooki”, „aqua parki” i „office centra”, a na większości wizytówek mamy „key acount managerów” lub „sales managerów”. „Cluby” zastąpiły kluby, stadiony to „areny”, kiedyś był telewizyjny „Tęczowy music box”, czy „Disco Relax”, teraz doszły kolejne „You can dance”, „Must be the music”aż do ”The voice of Poland”. Nawet zakupy dla naszego „baby” robimy w „Mother care”, a „shorty” dla męża w „4 You”, prawie w każdym „butique” natomiast możemy kupić „push-upa” zamiast biustonosza lub „stringi”, wszystko jest „fresh” i „new”, gdzie spojrzeć dookoła „puby”, „shopy”, „eventy”, „meetingi” „supermarkety” z masłem i jogurtem w wersji „light”, a na kawę koniecznie trzeba zajrzeć do „cafe bar”. Zamiast szkolić „cochingujemy” i jesteśmy na „stendbaju”, co oznacza w gotowości. Umów się nie sporządza tylko „draftuje”. I trzeba się wyrobić przed „deadlinem”.

Wszystko byłoby „ok”, bo trudno czasem zastąpić jakiś wyraz polskim odpowiednikiem, gdyby nie to, że nadużywamy tych zapożyczeń i skrótów, tworząc językowy misz-masz, zubożający naszą ojczystą mowę, tak piękną i niepowtarzalną.Jakiś zabawny internauta przytoczył prawdziwą etymologia wyrazu „weekend”, w wersji fonetycznej „łykend”, oznacza pierw „łyk”, a potem „end”. Bardzo śmieszne, „łyknijmy” zatem za „end” ze skrótowcami, żargonem i makaronizmami.

Aldona Rogulska-Batory

Źródło: http://prawo.rp.pl/artykul/986126.html
Źródło: http://polska-peerelu.blog.onet.pl/2012/02/19/makaronizmy-i-inne-fanaberie/

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s